Na basen, bezwietrznie, pogoda ładna, tylko na jednym zakręcie na pewnym mostku się nie zmieściłem i mały upadek... Na szczęście straty w sprzęcie malutkie - obtarte lekko spodnie, więc nie jest źle ;)
Podobnie jak wczoraj, tylko mocniej wiało i rano padał śnieg z deszczem, który na skutek silnego słońca i wspomnianego wichru stopniał w tempie błyskawicznym.
Także na basen: 30 minut AVG 163 MAX 180
Powrót: 39 minut AVG 153 MAX 180
Popołudniu skoczyłem na basen (tym razem do Rumi samochodem) poprowadzić zajęcia, więc walentynki miałem zaiście interesujące... Randka z rowerem ;)
Dzisiaj wyjątkowo na basen nie do Rumi, ale do Chyloni i nie żeby uczyć, ale żeby sędziować na Mistrzostwach Pływackich Szkół Gdyńskich. I tak jeszcze przez 2 dni...
Nudna, asfaltowa droga tam z wiatrem (34 min, pulsometr - AVG 153; MAX 185) i z powrotem pod wiatr (37 min, pulsometr - AVG 150; MAX 185).
Dostałem od przyjaciela na osiemnastkę takie cudo:
więc aż grzech nie skorzystać i nie przejechać się, zwłaszcza że pogoda przepiękna. Pojechałem z Redy przez Rekowo Górne, Widlino do Kąpina. Nie wiem dokładnie jak znalazłem się w Kąpinie (wioska koło Wejherowa), bo jechałem zupełnie na "czuja" lasem, zaliczając po drodze setki skrzyżowań, bagien i grząskich pułapek. Było jak zwykle SUPER!!!
Pulsometr: max: 185 (nie wiem czy to było jak mnie psy goniły, czy na jakimś podjeździe :D) avg: 150
Wyjazd o 6.25 do szkoły szosą (tak, tak - rano), potem po kilku lekcjach do domu (pierwsza połowa trasy leśną drogą). Popołudniu na basen. A z basenu już nie wróciłem rowerem, bo powietrze gdzieś uciekło z tylnego koła (pewnie to przez tą dziurkę w dętce) :P
Rano wstałem, a tu niespodzianka :) ŚNIEG :D Więc trzeba wstać i na rower! Wyjechałem po 12 i mimo dodatniej temperatury i silnego wiatru śnieg w lesie się ostał. Przez Wejherowo, Kąpino, Darżlubie i Połczyno dojechałem do Pucka. Potem zaczęła się męka. Powrót przez Żelistrzewo, Osłonino, Połchowo, Mrzezino i Rekowo. Wprawdzie las zmienił się w asfalt, ale za to jazda pod wiatr (40 km/h) na niezasłoniętych polach jest katorgą. Po 25km kompletnie wyczerpany, głodny i ubłocony (zasługa topniejącego śniegu) wróciłem do domu. Było ŚWIETNIE!!!
Luty, więc do wiosny coraz bliżej! A tymczasem można sobie powspominać styczeń 2008. Rowerowo dość okrojony, bo najpierw awaria sprzętu, a potem wyjazdowe ferie, ale trochę na rowerze posiedziałem :) Zapraszam!