"Jeśli twoje umiejętności techniczne można poprawić (a w zakresie panowania nad rowerem niemal każdy zawodnik może coś poprawić), zima jest doskonałym okresem na doskonalenie tych zdolności." Joe Friel, Biblia treningu kolarza górskiego Pierwszy dzień świąt (tylko czy to aby na pewno Wielkanoc?), pogoda wręcz idealna, więc po ciężkim tygodniu wreszcie przyszedł czas na rower. Trasa: Reda -> Kąpino -> Połczyno -> Puck -> Celbowo -> Reda. Pierwszy odcinek trasy bardzo ciekawy - atrakcje zapewnił śnieg leżący w lesie. I pomyśleć, że niektórzy śmiałkowie tydzień temu pływali na desce :P... Sporo było odcinków, że moje semislicki nie radziły sobie i trzeba było pokonywać podjazdy pieszo... Śnieg na butach wkrótce zamarzł i w palce zrobiło się naprawdę zimnoooo. Na szczęście wkrótce ukazał sie asfalt Do tego zamarła mi linka przedniej przerzutki i nie mogłem zrzucić na najmniejszą zębatkę :( Dość mocno wiało i wiatraki miały co robić... Chwila przerwy na zamarzniętego Corn'a w Pucku Troszkę ornitologii (na dwóch pierwszych zdjęciach żurawie - idzie wiosna!) Przy okazji polecam ścieżkę rowerową w Pucku między szuwarami - BOMBA! No ale pora ruszać w drogę do domu na świąteczny obiad, teraz już asfaltem. Na tablicy przy drodze wyświetlona była temperatura 0 stopni. Ale wiatr skutecznie obniżał tą odczuwalną.
PS Zajączek się spisał i teraz zagłębiam się w lekturę. Ale o tym wkrótce...
Rano dzwoni do mnie Łukasz (Severne, Starboard, Pegaso) Znany również z bardzo obiecującego zespołu szantowego Brygada Sindbada. Mówi, że jedzie do Rewy popływać. No i co ja na to? Na dworze 5 stopni, zimno jak diabli, wilgotno, a do tego wieje (jak się potem okazało jednak za słabo...). No więc nie ma rady - wsiadam na rower! dojechałem w 36 minut (bo z wiatrem). Na miejscu Łuki już rozłożył swoje zabawki więc bez przeszkód mógł wskakiwać do, o zgrozo!!!, 3 stopniowej cieplutkiej Zatoki Ja w między czasie popstrykałem kilka zdjątek: panorama na lewo i na prawo Łuki w akcji pooglądałem zmagania ziemnego kitesurfera (facet na trójkołowym wózku z małym latawcem próbował bezskutecznie objeździć łąkę przy plaży :P) pobawiłem się lusterkami Jednak wszystko się kończy i po długich trudach Łukasz wrócił na ląd Wracało sie już znacznie gorzej pod wiatr (50 minut) Podobno na skutek silnych wiatrów i dużych fal we Francji na plażę wypchnęło kontenerowiec SPRAWDŹ!!! A u nas tylko mały kuterek rybacki I na zakończenie znaki drogowe zwiastujące rychły powrót do Redy
Już nie mogę się doczekać, kiedy sam wskoczę na dechę!
Najpierw do Łężyc przez Rumię (pierwszy podjazd - na szczęście jeszcze asfaltowy). Tam spotkałem się z kolegą Cybulem i pojechaliśmy nowo wyznaczonym czerwonym szlakiem do Demptowa. Takiego leśnego hardcore'u w Gdyni jeszcze nie przeżyłem! Tempo dość słuszne (skąd ty Marcinie czerpiesz tą energię!?) i kilka przyzwoitych premii górskich (na podjazdach rower stawał dęba). Widoki czasami nie gorsze niż w górach... I my ciągle jesteśmy w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym!?
Wyczerpany wróciłem do Redy już szosą przez Gdynię i Rumię.
Szkoda że nie wziąłem aparatu - następnym razem obiecuję poprawę. Tym bardziej że pogoda iście wiosenna!
Reda -> Zbychowo (po drodze piękny kilkukilometrowy podjazd w lesie) -> Nowy Dwór Wejherowski (teraz trzeba zjechać :D) -> Wejherowo -> długa prosta z wiatrem do Redy (Vśr 45km). Bardzo przyjemna trasa z dużą ilością wzniesień w całości po asfalcie. Akurat na rozjeżdżenie się po dłuższej przerwie i długim dniu w szkole.
Nad morze do Władysławowa na rodzinny spacerek (reszta samochodem ;P). Emma uciekała, ale nadal wyjeżdżając zza grup drzew trzeba się było nieźle trzymać :D Ogólnie pozycja cały czas strasznie wychylona na lewo, bo jechałem na północ przy mocnym zachodnim wietrze. Jak sie lekko obróciłem, to dało sie jechać bez pedałowania (zupełnie jak półwiatr na żaglówce). Niestety powrót samochodem z rowerkiem na dachu, bo zaczęło strasznie lać...
Po szkole jeździłem pod górę i z górki (do 65 km/h), do Witomina (dzielnica Gdyni) i z powrotem przez 45 minut czekając na kolegę, który kończył lekcje godzinę później.
Potem pojeździliśmy trochę razem: Chwarzno, Zielenisz, Bojano, Koleczkowo i tu się rozdzieliliśmy (chociaż nie chciał oddać mojego szosogórala). Niestety zaczęło padać i do Redy (przez Bieszkowice, Nowy Dwór Wejherowski, Zbychowo) dojechałem przemoczony (buty całkowicie na wylot). Za to rowerek jaki czyściutki!
Jak to fajnie mieć tylko 3 lekcje do tego tak lajtowe... Długo się to nie powtórzy :(
Krótka asfaltowa (wymuszona przez nowe oponki :P) pętla. Nigdy wcześniej nie jechałem 55 km/h po płaskim (z wiatrem), 60km/h z górki (w lesie, więc mimo że pod wiatr się, nie liczy). Średnia kiepska, bo powrót był pod coraz większy wiatr i dwa razy dzwoniła komórka w plecaku CAMELBAK, który sprawdził się znakomicie (mimo, że wyjąć coś z jego zapiętej kieszonki jest trudne). Ogólnie jestem więc zachwycony :D
Jutro i pojutrze II etap Olimpiady Matematycznej więc od niedzieli nie będę się martwił o zdrowie, czas i naukę (jak to się dzieje do dzisiaj). Ale początek weekendu na pewno nie będzie rowerowy. A szkoda...
Dostałem od przyjaciela na osiemnastkę takie cudo:
więc aż grzech nie skorzystać i nie przejechać się, zwłaszcza że pogoda przepiękna. Pojechałem z Redy przez Rekowo Górne, Widlino do Kąpina. Nie wiem dokładnie jak znalazłem się w Kąpinie (wioska koło Wejherowa), bo jechałem zupełnie na "czuja" lasem, zaliczając po drodze setki skrzyżowań, bagien i grząskich pułapek. Było jak zwykle SUPER!!!
Pulsometr: max: 185 (nie wiem czy to było jak mnie psy goniły, czy na jakimś podjeździe :D) avg: 150
Wyjazd o 6.25 do szkoły szosą (tak, tak - rano), potem po kilku lekcjach do domu (pierwsza połowa trasy leśną drogą). Popołudniu na basen. A z basenu już nie wróciłem rowerem, bo powietrze gdzieś uciekło z tylnego koła (pewnie to przez tą dziurkę w dętce) :P
Rano wstałem, a tu niespodzianka :) ŚNIEG :D Więc trzeba wstać i na rower! Wyjechałem po 12 i mimo dodatniej temperatury i silnego wiatru śnieg w lesie się ostał. Przez Wejherowo, Kąpino, Darżlubie i Połczyno dojechałem do Pucka. Potem zaczęła się męka. Powrót przez Żelistrzewo, Osłonino, Połchowo, Mrzezino i Rekowo. Wprawdzie las zmienił się w asfalt, ale za to jazda pod wiatr (40 km/h) na niezasłoniętych polach jest katorgą. Po 25km kompletnie wyczerpany, głodny i ubłocony (zasługa topniejącego śniegu) wróciłem do domu. Było ŚWIETNIE!!!