Po szkole jeździłem pod górę i z górki (do 65 km/h), do Witomina (dzielnica Gdyni) i z powrotem przez 45 minut czekając na kolegę, który kończył lekcje godzinę później.
Potem pojeździliśmy trochę razem: Chwarzno, Zielenisz, Bojano, Koleczkowo i tu się rozdzieliliśmy (chociaż nie chciał oddać mojego szosogórala). Niestety zaczęło padać i do Redy (przez Bieszkowice, Nowy Dwór Wejherowski, Zbychowo) dojechałem przemoczony (buty całkowicie na wylot). Za to rowerek jaki czyściutki!
Jak to fajnie mieć tylko 3 lekcje do tego tak lajtowe... Długo się to nie powtórzy :(
Krótka asfaltowa (wymuszona przez nowe oponki :P) pętla. Nigdy wcześniej nie jechałem 55 km/h po płaskim (z wiatrem), 60km/h z górki (w lesie, więc mimo że pod wiatr się, nie liczy). Średnia kiepska, bo powrót był pod coraz większy wiatr i dwa razy dzwoniła komórka w plecaku CAMELBAK, który sprawdził się znakomicie (mimo, że wyjąć coś z jego zapiętej kieszonki jest trudne). Ogólnie jestem więc zachwycony :D
Jutro i pojutrze II etap Olimpiady Matematycznej więc od niedzieli nie będę się martwił o zdrowie, czas i naukę (jak to się dzieje do dzisiaj). Ale początek weekendu na pewno nie będzie rowerowy. A szkoda...
Na basen, bezwietrznie, pogoda ładna, tylko na jednym zakręcie na pewnym mostku się nie zmieściłem i mały upadek... Na szczęście straty w sprzęcie malutkie - obtarte lekko spodnie, więc nie jest źle ;)
Podobnie jak wczoraj, tylko mocniej wiało i rano padał śnieg z deszczem, który na skutek silnego słońca i wspomnianego wichru stopniał w tempie błyskawicznym.
Także na basen: 30 minut AVG 163 MAX 180
Powrót: 39 minut AVG 153 MAX 180
Popołudniu skoczyłem na basen (tym razem do Rumi samochodem) poprowadzić zajęcia, więc walentynki miałem zaiście interesujące... Randka z rowerem ;)
Dzisiaj wyjątkowo na basen nie do Rumi, ale do Chyloni i nie żeby uczyć, ale żeby sędziować na Mistrzostwach Pływackich Szkół Gdyńskich. I tak jeszcze przez 2 dni...
Nudna, asfaltowa droga tam z wiatrem (34 min, pulsometr - AVG 153; MAX 185) i z powrotem pod wiatr (37 min, pulsometr - AVG 150; MAX 185).
Dostałem od przyjaciela na osiemnastkę takie cudo:
więc aż grzech nie skorzystać i nie przejechać się, zwłaszcza że pogoda przepiękna. Pojechałem z Redy przez Rekowo Górne, Widlino do Kąpina. Nie wiem dokładnie jak znalazłem się w Kąpinie (wioska koło Wejherowa), bo jechałem zupełnie na "czuja" lasem, zaliczając po drodze setki skrzyżowań, bagien i grząskich pułapek. Było jak zwykle SUPER!!!
Pulsometr: max: 185 (nie wiem czy to było jak mnie psy goniły, czy na jakimś podjeździe :D) avg: 150
Wyjazd o 6.25 do szkoły szosą (tak, tak - rano), potem po kilku lekcjach do domu (pierwsza połowa trasy leśną drogą). Popołudniu na basen. A z basenu już nie wróciłem rowerem, bo powietrze gdzieś uciekło z tylnego koła (pewnie to przez tą dziurkę w dętce) :P